9 sierpnia 1987 roku Big Black zagrał swój ostatni koncert w opuszczonej elektrowni parowej w dzielnicy Georgetown w Seattle. Na widowni byli między innymi Kim Thayil z Soundgarden, Mark Arm z Green River i później Mudhoney oraz młody Kurt Cobain.
Na koniec występu muzycy rozbijają swoje instrumenty. Ktoś z publiczności podszedł do Steve’a Albiniego i zapytał, czy może wziąć kawałek zniszczonej gitary. Albini się zgodził:„Sure, yeah. It’s garbage now. I broke it.”
Kilka lat później, podczas pracy nad In Utero Cobain zdradził Albinemu, że to on był tym chłopakiem i że zachował kawałek jego rozbitej gitary.
Kurt nie był wtedy przypadkowym dzieciakiem z publiczności. Już wtedy grał z Kristem Novoselicem i perkusistą Aaronem Burckhardem w zespole, który na początku 1988 roku przyjął nazwę Nirvana.
Na tym jednym koncercie spotkali się więc ludzie, którzy kilka lat później mieli być ważną częścią sceny Seattle. W tamtym momencie byli muzykami jednej lokalnej sceny, którzy przyszli posłuchać zespołu kończącego właśnie swoją działalność.
Cztery lata później Nirvana przygotowywała materiał na płytę Nevermind. Zespół wynajął dużą salę prób i zaczął nagrywać swoje pomysły na zwykłym boomboksie. Jedną z takich kaset wysłali Butchowi Vigowi przed rozpoczęciem sesji w Sound City. Vig mówił, że nagranie było bardzo słabej jakości i mocno przesterowane. Mimo tego już na tej kasecie usłyszał „Smells Like Teen Spirit” i potencjał zespołu. Kasetę można dziś znaleźć w internecie i posłuchać jej samemu.
I warto.
Nie dlatego, że było to dobre nagranie. Było wręcz przeciwnie. Jakość była słaba. Ale kiedy przebijało się przez ten cały hałas, słychać było coś bardzo ważnego: świetnie zgrany zespół.
Później, podczas prób z Vigiem, okazało się to jeszcze wyraźniej. Butch wspominał, że kiedy usłyszał Nirvanę grającą nowe utwory w sali prób, był zaskoczony tym, jak dobrze zespół brzmiał z nowym perkusistą, Davem Grohlem. Nirvana była już bardzo dobrze przygotowana. Od ostatniego koncertu Big Black minęły niespełna cztery lata. W maju 1991 roku Nirvana weszła do Sound City Studios, żeby nagrać Nevermind. Zapotrzebowanie na płytę okazało się tak ogromne, że na początku 1992 roku Geffen musiał ograniczyć produkcję innych wydawnictw, żeby nadążyć z tłoczeniem około 300 tysięcy egzemplarzy Nevermind tygodniowo.
Dobre nagranie zaczyna się już w sali prób. To tam, po wielu godzinach wspólnego grania, zespół przestaje być zbiorem osobnych partii gitary, basu, perkusji i wokalu. Muzycy zaczynają słuchać siebie nawzajem i grać jak jeden organizm. Dopiero wtedy warto włączyć nagrywanie. Najlepiej razem. 🙂
Docc

